środa, 16 sierpnia 2017

Moje wykroje: Penny

I oto jest! Kolejny post z serii „Moje wykroje”. Tym razem wzięłam na warsztat nowy wykrój Colette - piękną szmizjerkę, Penny!


Jak tylko zobaczyłam pierwsze zdjęcie z sesji promującej wykrój – kuleczki w mojej głowie dogoniły się w ciągu kilku sekund! Od pierwszego momentu wiedziałam jakich tkanin użyję i jak tę sukienkę wykończę. Dwa lata temu kupiłam w moim ulubionym sklepie cieniutki dżins, który tak bardzo mi się spodobał, że skusiłam się aż na trzy metry. I całe szczęście, bo to ilość, która w sam raz wystarczyła na moją sukienkę. Materiał w kolorowe kwadraciki, dostałam w prezencie od siostry i też jak większość tkanin w mojej kolekcji-czekał trzy lata na swoją kolej. Ale chyba było warto, prawda?
Tkaniny były więc punktem wyjściowym, do którego musiały dołączyć dodatki. Lubię bardzo etap planowania szytych przeze mnie rzeczy. Łączenie kolorów, wybieranie dodatków: guziki, nici do maszyny, nici do owerlocka, zatrzaski (które z namaszczeniem przyszywałam ręcznie do paska w talii). Właśnie dlatego lubię kiedy do wykroju dołączony jest rysunek techniczny, który pozwala mi na malowanie i sprawdzanie wybranych opcji. A do tego świetnie się sprawdza w segregatorze, w którym trzymam zbiór informacji o uszytych przeze mnie ubraniach.


Pewnie już zauważyliście, że przerzuciłam się na szycie nićmi firmy Gutermann,a do tego projektu zdecydowałam się dokupić ich specjalną wersję – do dziurek na guziki i ścieguozdobnego. No i muszę przyznać, że tak jak doceniam jakość ich standardowych nici, tak te wzbudziły we mnie zachwyt! Równa nić o grubym splocie sprawiła, że te dziurki na całkiem spore guziki, wyglądają idealnie! Mam nadzieję, że po wielokrotnym zapinaniu i odpinaniu będę mogła Wam powiedzieć to samo!


Ogromną uwagę przywiązuję do wyglądu moich ubrań wewnątrz, na lewej stronie. Smaczkiem, który z założenia miał być najważniejszym elementem tej sukienki, było to co w zasadzie niewidoczne. Ale szczerze przyznam, że nie musi być widoczne dla każdego, a mi i tak sprawi dziką satysfakcję i radość. Dlatego właśnie zdecydowałam się na użycie kontrastowego, kolorowego materiału na spodnią część kołnierzyka, wewnętrzną część stójki i karczka oraz obszycia pach i worki kieszeni. Do tego, pomyślałam, że fajnym uzupełnieniem tych kolorów będzie różowa nitka owerlocka (tak samo jak różowa nitka przy guzikach). No i niestety mało skromnie przyznam, ale to był strzał w 10! Po wykończeniu sukienki, powiesiłam ją na manekinie i przez dłuższą chwilę podziwiałam, myśląc, że równie dobrze mogłabym ją nosić na lewej stronie.



Jeśli natomiast chodzi o sam wykrój, to miałam okazję go kupić ciut taniej w promocji, która pojawiła się w sklepie Colette. To co jednak kosztowało tym razem trochę więcej niż wykrój, to wizyta w drukarni. Z racji tego, ze sukienka występuje w dwóch wersjach, a ja oczywiście założyłam, że w odpowiednim czasie kolejną też uszyję, to postanowiłam wydrukować obie. Sukienka ma bardzo dużo elementów, a wersja, którą szyłam ma też dół z półkola. Całość wykroju zajęła ponad cztery metry papieru o szerokości 90 cm i kosztowała 57 zł. Nie to, żebym się skarżyła-nadal uważam, że to wygodniejsza opcja niż sklejanie kartek A4, ale jedynie informuję zainteresowanych kupnem. Ach i żeby żądnej informacji nie ominąć! Ten wydruk który posiadam, to opcja nazwana „missess” i zawiera rozmiary od 0 do 16. W osobnym pliku, o nazwie „curvy” znajdziecie rozmiary od 18 do 26, więc osobno też trzeba je wydrukować.


Poza plikiem z elementami wykroju do wydruku, otrzymujecie również 40-stronicową instrukcję szycia. Znajdziecie w niej na początku szczegółowy opis sukienki, wraz z rysunkami technicznymi i wykazem wszystkich elementów wykroju. Jak zwykle, dobrze Wam radzę, porządnie przyłożyć się do mierzenia sylwetki i porównania wartości z tabelkami dołączonymi do Penny – szczególnie tej, w której podane są wymiary gotowej sukienki. Dzięki takiemu sprawdzeniu – uszyłam  sukienkę o rozmiar mniejszą niż wynikałoby z samych wymiarów ciała – i pasuje!
We wspomnianym pliku, znajdziecie również 20 stron instrukcji z rysunkami i opisami szycia krok po kroku. Dowiecie się np. jak zszyć zewnętrzny i wewnętrzny karczek „na tortille” (tak, żeby nie zostawić na zewnątrz żadnych surowych szwów), a jeśli wiecie jak to zrobić – znajdziecie informacje o szerokości zapasu na szew w poszczególnych miejscach. To co bardzo mi się spodobało w tej instrukcji-to dodatkowe informacje, podpowiedzi zawarte w kwadratach na dole strony. Po tym jak dowiecie się JAK wykonać daną czynność, w ramce doczytacie PO CO się to robi, albo znajdziecie odnośnik do strony Colette, na której zamieszczony został tutorial istotny dla tej sukienki. I to jest argument, który powinien Was przekonać do kupowania tego typu wykrojów przez Internet – możecie naprawdę w łatwy sposób poszerzać swoją wiedzę i rozwijać krawieckie umiejętności.


Nie wprowadzałam żadnych poprawek w tej sukience – talia leży w odpowiednim miejscu, zaszewki piersiowe też świetnie się układają. Warto zauważyć, że na poszczególnych elementach wykroju znajdziecie sporo nadrukowanych informacji, co ułatwia pracę. Bo poza tym, jaka to jest część, z której wersji sukienki, ile razy trzeba ją wyciąć, to ilość naniesionych nacinków, punktów stycznych naprawdę i robi wrażenie i daje poczucie pewności w trakcie szycia. Przetestowałam - wiem co mówię.


Sukienkę już przetestowałam i w wersji eleganckiej do obcasów i troszkę luźniej do sandałów i na rower. Naprawdę: kupujcie, drukujcie i szyjcie! Bo ta sukienka (wykrój) warta jest każdej złotówki i każdej minuty poświęconej jej przy maszynie!
A.





wtorek, 1 sierpnia 2017

Moje wykroje: ZADIE

Czy kupujecie wykroje przez Internet?
Nie? Dlaczego?
A jeśli tak – to jak często? Macie swoje ulubione firmy?

Ja regularnie wybieram się na zakupy „wykrojowe” w sklepach internetowych. Jeśli chcecie wiedzieć jakich – zajrzyjciedo tego posta.

W lipcu, kupiłam dwie nowe rzeczy – jedną z nich jest sukienka o wdzięcznym imieniu „ZADIE” od Tilly and the buttons. Już Wam chyba pisałam na FB, że to miłość od pierwszego wejrzenia? Tak było… Od pierwszego dnia kiedy pojawiła się w sklepie, tupała mi po głowie. Kiedy na blogach zaczęło się pojawiać więcej i więcej jej wersji, postanowiłam, że nie ma co się katować czyimś wykonaniem, tylko wziąć sprawy w swoje ręce. 



Oczywiście od początku wiedziałam, ze będzie to krótki rękawek, ale musiałam pomyśleć o połączeniu kolorów . Bo oczywiście ZADIE można uszyć całą z jednego materiału, ale najlepiej wygląda w połączeniu kilku kolorów lub wzorów. Taki mix pozwala maksymalnie wykorzystać walory pięknych cięć, którymi sukienka modeluje sylwetkę. Jedni wszystko połączą i zaplanują w głowie, a niektórym pomoże szkic modelu, na którym można zaplanować wygląd swojej sukienki. Możecie go pomalować, albo powycinać poszczególne elementy z materiału. Bardzo prosta opcja dodana do wykroju, a ile może ułatwić! I jaka zabawa!


Idealnie się w sumie złożyło, bo w lipcu miałam okazję pracować w warszawskim sklepie Metry i Centymetry z dzianinami (głównie). Wybrałam więc cienki, czarny singiel (1,5 m) i biały w czarne paski (0,5 m), którego użyłam na górną część sukienki. Wiem, ze nie jest to zbyt odkrywcze połączenie, ale będzie bardzo uniwersalne. Sukienka świetnie wygląda i do eleganckich butów i do białych conversów.


Wykrój ZADIE dostępny jest zarówno w formacie PDF i jak i wydrukowany, w pięknej oprawie. Z wiadomych przyczyn zdecydowałam się na ten pierwszy, a po dokonaniu opłaty, dostałam e-mail z linkiem do pobrania swojego pliku. Jeśli zdecydujecie się na zakup - zapiszcie go na komputerze i na dysku zewnętrznym. Dlaczego? Bo macie tylko 3 próby pobrania swojego wykroju. Niestety, akurat ten plik otrzymujecie w formacie A4 i same musicie sklejać kartki. Osobiście wolę jednak format A0, wizytę w drukarni i wszystko gotowe. Ale czego się nie robi dla takiej sukienki? Nie ma też co narzekać, bo kartek do sklejenia jest jedynie 35-a już zdarzało mi się łączyć 100. 


W osobnym pliku znajdziecie również dołączoną instrukcję szycia, a w niej najważniejsze informacje: mały słowniczek, podpowiedź dot. wyboru materiału, kilka wskazówek jak najlepiej go szyć, jak ułożyć poszczególne części na tkaninie, oraz zdjęcia, wraz z opisami, kolejnych  etapów szycia. Osoby, które już w swoim życiu miały okazję poszyć trochę dłużej i z czystym sumieniem mogą stwierdzić, że etap pt.: „początkujący” - mają już za sobą, jak najbardziej dadzą sobie  z tym opisem radę. Zwróćcie tylko koniecznie uwagę na wszystkie oznaczenia i nacinki! Niektóre części są bardzo do siebie podobne, można pomylić górę z dołem – dlatego przenieście na papier wszystkie możliwe informacje, żeby zaoszczędzić sobie późniejszego prucia😉 A Jeżeli ktoś nie będzie czuł się pewnie z doszywaniem kieszeni, czy wstawek bocznych – nie ma się czym przejmować! Autorka przygotowała dla Was sewalong: 10 postów, w których przeprowadza Was przez cały proces szycia z dużą ilością zdjęć i tekstu. Tak, wiem, że w języku angielskim, ale poza lekcją szycia, otrzymacie dodatkową lekcję języka!



I pewnie informacja, która ucieszy wiele z Was – całą sukienkę możecie uszyć bez użycia owerlocka! Oczywiście, że dzięki niemu będzie szybciej i estetyczniej, ale… Ale nie wszyscy mają owerlocka! Może jesteście na takim etapie, że nie chcecie  w niego inwestować, albo najzwyczajniej w świecie nie macie już na niego miejsca w domu. Często na warsztatach pytacie mnie czy da się szyć dzianiny na zwykłej maszynie-oczywiście, że się da! Niech tego przykładem będzie właśnie ta sukienka.
 I co? Wyszła świetnie! Użyłam igły do dzianin, ustawiłam odpowiedni ścieg i naprężenie, newralgiczne  miejsca wzmocniłam silikonową tasiemką i po 2 godzinach miałam kolejną, świetną sukienkę w swojej szafie.

Kiedy jednak już zasiądziecie do szycia ZADIE, poświęćcie chwilę czasu na wybranie odpowiedniego rozmiaru – zajrzyjcie do 4 wpisu sewalong, porządnie się zmierzcie i porównajcie swoje wymiary nie tylko z tabelą rozmiarów dodaną do wykroju, ale i tabeli z wymiarami gotowego ubrania. Bo odpowiednie dopasowanie w biuście i tuż pod nim (krój empire) będzie kluczem do sukcesu!


Ciekawa jestem czy ktoś z Was się skusi na zakup ZADIE? Czy kogoś zachęciłam? Dajcie koniecznie znać!
A już niedługo napiszę Wam o drugim lipcowym zakupie wykrojowym!

P.S. Sukienka idealnie nadaje się na rower, a kieszenie na wielkie skarby <3



poniedziałek, 17 lipca 2017

Dziś są Twoje urodziny!

Fifraku!
W kolejną rocznicę Twego „wydobycia” życzę Ci, żebyś miała dużo czasu! Dużo czasu na realizację swoich wszystkich pomysłów: zaczynając od wszelkiej maści kursów (introligatorstwa, czy posługiwania się krosnem tkackim albo koparką), aż po zaplanowane, szalone podróże kamperkiem po Alasce. Żebyś miała dużo czasu na robienie miłych, wełnianych kocyków i czytanie opasłych tomiszczy książek. A pomiędzy tymi wszystkimi zajęciami, żebyś miała czas na bycie najlepszą siostrą(och!ach!).
Sto lat!


Ja, aspirując do tego tytułu, postanowiłam uszyć siostrze kosmetyczkę, na „wzór” znalezionej przez nią, w jednym ze sklepów internetowych.
Po prostu miała to być kosmetyczka w kształcie worka na śpiwór, tylko odpowiednio duża, żeby nareszcie zmieściły się w niej wszystkie kosmetyki, które Ola zabiera ze sobą w podróże.



Oczywiście okazało się, że moje wyobrażenia o ilości rzeczy, które Ola faktycznie ze sobą zabiera, przerosły trochę rzeczywistość i do worka zmieszczą się jeszcze męskie kosmetyki. 
Ale lepiej tak, niż miałaby się znowu nie zmieścić w swoją nową kosmetyczkę, prawda?

Jeśli chodzi o wymiary worka, to średnica dna ma 24 cm, a wysokość - 29 cm. 



Wierzchnia część kosmetyczki, to kolorowa tkanina wodoodporna, natomiast jako "podszewki"( a zarazem usztywnienia) użyłam, także wodoodpornego, softshellu. Dzięki temu worek fajnie trzyma kształt, nawet kiedy jest całkowicie rozwinięty i pusty.
W środku doszyłam również małe kieszonki na higieniczne drobiazgi.



Poza swoim domyślnym zastosowaniem podróżnym, kosmetyczka może być również świetną ozdobą w łazience - postawiona na półce/pralce, wypełniona kosmetykami, doda uroku pomieszczeniu i pozwoli zachować porządek. 



A jeśli nie sprawdzi się jako kosmetyczka (bo będzie jednak zbyt duża ) na pewno zda egzamin jako worek na brudna bieliznę, wilgotne stroje kąpielowe, czy zużyte pieluchy.

To jak? Siadacie do maszyn i szyjecie sobie (albo siostrze) nową kosmetyczkę?:)

Agata




sobota, 17 czerwca 2017

Lipcowe warsztaty w Akademii Dobrego Szycia

Drodzy,
zbliżają się wakacje - ciepły czas letniego rozluźnienia w pracy i w domu (bo dzieci na wywczasie, bo studia i szkoła w zawieszeniu, bo w firmie wszyscy się urlopują i nastał sezon ogórkowy), może warto  pomyśleć o wypełnieniu go twórczymi zajęciami i realizacją planów, na które w pozostałej części roku nie ma czasu? 
Jeśli tak, to zapraszam Was na moje weekendowe warsztaty w Akademii Dobrego Szycia!




Mam nadzieję, że do zobaczenia!

A już niedługo powiem Wam, co w Akademii planujemy na sierpień!

A.






środa, 24 maja 2017

Po nitce do szpulki

Czy zwracacie uwagę na to co jecie? Na skład i wartości odżywcze? 
Czy kupując ubrania (bo akurat Wam się maszyna popsuła;) sprawdzacie metkę? Co to za tkanina, gdzie ubranie zostało wyprodukowane? 
A czy wybierając szampon do włosów, czytacie etykietę, aby sprawdzić czy zawiera on parabeny, silikon, SLS? 

Trudne pytania i odpowiedzi;)
A możemy je odnieść również do szycia.
Dla mnie osobiście, szycie ma sens tylko wtedy, kiedy zwracam uwagę na wszystkie jego elementy. Zaczynając od zakupu dobrej jakości tkaniny - zawsze przed zakupem muszę jej dotknąć, sprawdzić splot, dowiedzieć się jaka jest gramatura, gdzie tkanina została wyprodukowana, jak się układa i czy aby na pewno pasuje do mojego projektu. Zawsze kupuję najlepsze zamki - szkoda byłoby mojej ciężkiej pracy, gdyby się okazało, że po dwóch wyjściach i jednym praniu, musiałabym go wymienić.Nigdy nie pomijam etapu podklejania wymagających tego elementów. Ogromną wagę przykładam do wykończenia lewej strony - musi być dopracowana równie starannie, jak prawa strona!
Takie ubrania to nie tylko ogromna satysfakcja, ale też poczucie, że właśnie to odróżnia moje projekty od zalewu "bylejakości" w sieciówkach.

Ale żadne moje ubranie nie powstałoby bez najważniejszego!
Bez nici, ani rusz!
I tak oto, dziewczyny z Outletu Tkanin, znając moje upodobania, wręczyły mi podczas ostatniej wizyty pudełeczko ze szpulkami nici firmy Gütermann, abym mogła się z nimi bliżej zapoznać.


Ach, jak człowiek szybko przyzwyczaja się do tego, co dobre. 
Na pierwszy rzut oka i pierwsze dotknięcie, nawet bez bezpośredniego porównania, widać, że są to artykuły wysokiej jakości. Na samym nawoju możemy dostrzec jak równe, cienkie i "niezmechacone" są to nici. 100%  poliestrowe, możemy ich używać nawet do cieniutkiej igły 60-tki, bardzo mocne (wczoraj spędziłam pół dnia na rozrywaniu nici różnych firm;),a jak już wspomniałam są też idealnie równe, więc doskonale będą się nadawały do stębnowania np. koszuli i robienia dziurek na guziki.
Jeśli mielibyście ochotę trochę zgłębić temat, jakim są nici (bo uwierzcie, jest o czym czytać!), to podsyłam ciekawe linki tu i tu.


Wiem, że mistrzem fotografii nie jestem, ale mam nadzieję, że uda Wam się na tym zdjęciu dostrzec różnicę między nićmi. A jeśli się nie uda, to skorzystajcie z promocji Outletu - do zakupów powyżej 150 zł, dziewczyny dorzucają próbkę nici - opakowaną jak próbka najlepszych perfum od projektanta.
 Gütermann wie, jak zrobić wrażenie na szyjących kobietach <3

Aby nie być gołosłowną - siadam do maszyny i za kilka dni pochwalę się Wam do czego użyłam nici i jakie są tego efekty!

Ale,ale! 
Jeszcze na koniec, mała ciekawostka! 
Nigdy nie wyrzucajcie szpulek po zużytej nici Gütermann!
Dlaczego? 
Jeśli pociągniecie za jedną z zaślepek (jak na zdjęciu), okaże się, że to idealny schowek na igły!



A.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Uszyj dziecku...

Drogie Mamy/Babcie/Ciocie/Siostry/Koleżanki*,
jeśli tylko macie ochotę nauczyć się jak szyć ubranka dla najmłodszych, to zapraszam Was do Akademia Dobrego Szycia na kurs "Uszyj dziecku..."! Podczas 18-stu godzin zajęć, które poprowadzę,możecie stworzyć dla nich piękne, kolorowe, dzianinowe wdzianka 

<3
*niepotrzebne skreślić




niedziela, 9 kwietnia 2017

Zajęcze uszy

Już za kilka dni Wielkanoc – idealny czas na stworzenie kilku ozdób do mieszkania lub niewielkich prezentów dla najbliższych. Dlatego stworzyłam dla Was poniższy tutorial, aby pokierować tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z szyciem i zainspirować tych bardziej zaawansowanych.

Woreczki z zajęczymi uszami spełnią się idealnie jako ozdoba na stole albo oknie, ale mogą też wzbogacić czekoladowe niespodzianki, którymi się nawzajem obdarowujemy 😊
Spróbujecie?

Czego potrzebujemy?
– wykroju zajęczych uszu i woreczka, do ściągnięcia TUTAJ
– bawełny w dwóch kolorach/wzorach: na woreczek wystarczy tłusta ćwiartka, a na uszy skrawek materiału
– tasiemki
– nitów oczkowych (opcjonalnie)
– nożyczek lub maty samogojącej i noża krążkowego
– znikającego pisaka do tkanin
– linijki/miarki


Wycinamy 4 prostokąty na woreczek – 2 będą nam potrzebne na część wierzchnią i dwa na wewnętrzną. Możecie skorzystać z naszego wykroju, lub samodzielnie wyciąć części o wymiarach    15 x 20 cm.


Z drugiej tkaniny – kolorowej, kontrastującej (ale pasującej😉) będziemy wycinać 4 części na uszy. Pamiętajcie tylko o podklejeniu tkaniny flizeliną, żeby nie wyszedł nam Kłapouchy zamiast wesołego zająca 😉.


Zasiadamy do maszyny i zabieramy się za zszywanie poszczególnych części. Układamy je wszystkie prawą stroną do prawej.
Uszy przeszywamy tak, aby na dole zostawić otwór do wywinięcia ich na prawą stronę. Zanim to jednak nastąpi, możecie przyciąć zapas na szew o połowę, a na górze zrobić to jak najbliżej szwu, żeby wierzchołek ucha po wywinięciu odpowiednio się układał.
Prostokąty na woreczek również układamy prawą stroną do prawej, a następnie zszywamy – ale tylko 3 boki. Czwarty, górny, zostaje otwarty jako wlot woreczka. W części, która będzie podszewką zostawiamy również kilka centymetrów otworu w dolnej części, aby po zszyciu móc woreczek wywrócić na prawą stronę (na zdjęciu zaznaczone strzałką). Docinamy zapas tkaniny przy kątach, aby móc je precyzyjnie wywinąć. Jeśli chcecie, żeby rogi dobrze wyglądały na prawej stronie i nie zaokrąglały się – zróbcie kilkumilimetrowe przeszycie, przechodzące dokładnie przez wierzchołek szwu łączącego części woreczka (na zdjęciu zaznaczone kółeczkiem).



Kolejny krok, to zamontowanie oczka nitowego w wierzchniej części. Pamiętajcie, ze oczko musi być zamontowane równo na środku i oczywiście poniżej zapasu na szew, abyśmy mogli swobodnie połączyć część wierzchnią z podszewką. Jeśli nie posiadacie oczek nitowych, możecie uszyć dziurkę na guzik. Kiedy będziemy już mieli odpowiedni wlot na tasiemkę, wkładamy woreczki jeden w drugi – prawą stroną do prawej.


Zanim przejdziemy do połączenia obu części, układamy między nimi zajęcze uszy, wierzchołkami do dołu.


Upinamy ze sobą części woreczka mając pewność, że boczne szwy się spotkają, a uszy są równo ułożone.
Po przeszyciu, rozciągnięty woreczek powinien wyglądać jak na zdjęciu poniżej.



Woreczek wywijamy na prawą stronę, prasujemy i zaszywamy dziurę. Na zdjęciu, miejsce zaznaczone strzałką.


Część ze zszytym dołem układamy równo w środku części wierzchniej, prasujemy, a następnie stębnujemy poniżej oczka nitowego, aby stworzyć tunel na tasiemkę (zaznaczone strzałką na zdjęciu). Jeśli używacie tasiemki syntetycznej – delikatnie przypalcie jej brzegi, aby się nie pruła.


I to by było na tyle! Woreczek gotowy, możecie go wypełnić słodyczami i sprawić radość swoim bliskim😊.



FOTO: UrbaniZen


piątek, 7 kwietnia 2017

Wiosna na ścianie

Wraz z nadejściem wiosny, postanowiłam zmienić ozdoby na ścianach w Akademii Dobrego Szycia. Zaczęłam od tej najważniejszej, którą widzą wszyscy wchodzący do pracowni... i żeby nie było wątpliwości co tam robimy - pojawił się słoneczny napis SZYJEMY <3 



Każdy z Was może sam stworzyć taką ozdobę do swojego domu:) 
Czego potrzebujecie?

-trochę wolnego czasu,
-ciut więcej cierpliwości,
-kolorowych tkanin (i flizeliny do usztywnienia),
-ramek, które Wam wpadną w oko (te w naszej pracowni pochodzą z IKEI),
-szablonów literek (chyba, ze Wasze zdolności pozwolą Wam na samodzielne ich narysowanie;) ,
-kleju, może być zwykły szkolny, może być też klej do tkanin.

To jak? Spróbujecie?:)
A.

poniedziałek, 20 marca 2017

środa, 8 marca 2017

Dzień Kobiet

Drogie Panie,
z okazji Naszego święta, razem z Akademia Dobrego Szycia przygotowaliśmy dla Was mały prezent!

To karta projektowa, którą stworzyliśmy z myślą o szytych przez Was ubraniach.
Zamieszczacie na niej wszystkie ważne dla szytego modelu informacje:
rozmiar, pochodzenie wykroju, wprowadzone zmiany w konstrukcji, uwagi dot. procesu szycia czy informacje o efekcie,
a nawet próbki tkanin i nici, których używałyście.

Dzięki temu, w każdej chwili możecie przejrzeć własnoręcznie uszytą garderobę i mieć nad nią pełną kontrolę.
Mam nadzieję, że taki prezent umili i usprawni Wam szycie!


Udanego planowania kolejnych projektów!
A.

Sky is the limit

Właśnie minęły dwa lata mojej miłości i współpracy z Janome Skyline S5. Poznałyśmy się już chyba na tyle, że mogę spokojnie napisać o niej kilka słów.

To była miłość od pierwszego wejrzenia, która przez bardzo krótką chwilę powiozła mnie wyboistą drogą, ale zakończyła się happy endem!:)


Skoro ma to być historia o miłości, zacznijmy od początku… Skyline pierwszy raz zobaczyłam 7 stycznia 2015, w nieistniejącym już niestety sklepie, Materialistki. To było jak grom z jasnego nieba;) Po powrocie do domu zaczęłam szperać na stronach producenta i amerykańskich sklepów z maszynami, które wystawiały swoje pierwsze recenzje. Spędziłam też sporo czasu na YouTube podziwiając swój obiekt westchnień. Kilka dni zastanawiałam się nad kupnem maszyny, a decyzję pomogła mi podjąć.. zmiana cen! Okazało się, że tylko egzemplarze z pierwszej dostawy są sprzedawane w cenie 2999 zł, a w gratisie dodawany był stolik powiększający pole pracy i zestaw stopek do pikowania. 



W chwili obecnej maszyna ze stolikiem kosztuje 4 239 zł. I jest to naprawdę wysoka cena, która kazałaby mi się dłużej zastanowić nad zakupem tego modelu. Jednak rozumiem, że w pewnej części jest ona podyktowana kursem dolara. Ale przecież to samo dotyczy maszyn firmy Juki, a ich ceny od dłuższego czasu są na tym samym poziomie.


Wracając jednak do sedna sprawy, zacznijmy od sposobu wykonania. Masa, z której zrobiony jest ten model sprawia, że maszyna wygląda bardzo elegancko, ale i solidnie. A to na pewno (poza metalowymi częściami) ma wpływa na wagę Skyline`a – niemalże 10 kilo, które nadają maszynie stabilności. Fakt ten doceniamy w trakcie szycia przy maksymalnej prędkości – 1000 wkłuć na minutę. Tak dla porównania: prędkość TXL607 to 820 wkłuć, a 5060DC - 860.


Jeśli nie macie jeszcze „pewnej nogi”, albo szyjecie z dziećmi – na pewno przyda się ręczna, precyzyjna regulacja tempa szycia. A przy całej swojej prędkości Skyline jest obłędnie cichy! Mój mąż nie ma najmniejszego problemu, aby zasnąć kiedy ja szyję obok. Kilka tygodni temu maszyna przeszła przegląd w serwisie-została wyczyszczona, naoliwiona i szyje jak pierwszego dnia po zakupie<3


A skoro przy spaniu w towarzystwie maszyny jesteśmy…S5 ma wbudowanych aż 6 LEDowych lampek!!! Uwierzcie mi, że nawet przy zupełnie zgaszonym świetle, praca przy maszynie jest możliwa. To dla mnie jedna z największych zalet tego modelu.

Podświetlany ekran LCD, na którym widzimy wszelkie potrzebne nam informacje: jak wygląda wybrany ścieg, jakiej stopki do niego użyć, jakie standardowe ustawienia zostały do niego przypisane. Kiedy popełnimy jakiś błąd – maszyna zarówno dźwiękiem jak i obrazkiem na wyświetlaczu poinformuje nas o problemie: opuszczonych/podniesionych ząbkach transportu, niepodłączonym pedale czy nieopuszczonej stopce.  Przycisków na panelu dotykamy wyłącznie dedykowanym rysikiem, aby paznokciami nie uszkodzić delikatnej powierzchni.



Poza standardowymi przyciskami (cyfry, regulacja długości i szerokości ściegu) mamy guziki szybkiego przechodzenia do ściegu prostego zygzaka, ściegu w odbiciu lustrzanym, wyłączenia ściegów, które nie nadają się do podwójnej igły czy też przycisk blokowania maszyny . Ten ostatni jest bardzo przydatny w moim przypadku – zawsze go używam, kiedy zaczynam coś majstrować w okolicach igły. Nie zawsze trzymam stopę na pedale, a moja kotka jest straszną wiercipiętą. Nie chciałabym, aby przechodząc pod stołem przez przypadek przeszyła mi opuszki palców ;) . 

Maszyna daje nam wiele możliwości personalizacji ustawień. Każdy z nas ma zupełnie inne potrzeby i przyzwyczajenia, a projektanci Skyline znaleźli na nie odpowiedź. Mamy możliwość ustawienia prędkości początkowej z jaką maszyna startuje, kiedy dociskamy pedał. Ja wolę zaczynać od wolniejszych obrotów, ale nie wszystkim to pasuje. Tak jak pozycja igły po zatrzymaniu szycia. Możemy ustawić ją tak, aby zatrzymywała się zawsze opuszczona lub podniesiona. Myślę, że dla dziewczyn zajmujących się patchworkiem jest to bardzo przydatny element. 

A skoro przy stopce jesteśmy, to maszyna oczywiście ma szybki system mocowania „matic”, o szerokości 9 mm. Ta szerokość ma wpływ na precyzję i jakość szycia. Najlepiej jest to widoczne kiedy szyjemy ściegiem ozdobnym. Kokardki, lub serduszka na dziecięcych czapkach są duże (widoczne) i naprawdę precyzyjne.  Możemy też wszywać guziki o szerszym rozstawie dziurek.


Kolejnym bardzo praktycznym gadżetem/elementem tej maszyny jest kolanowy podnośnik stopki. Ratuje nam życie, kiedy nie możemy oderwać rąk od tkaniny, a musimy podnieść stopkę. Metalowy drążek odpychamy kolanem, a mechanizm sprawia, że nasza stopka unosi się do góry. Coś w sam raz dla quilterek i szyjących z bardzo delikatnych tkanin.



I to co uwielbiam w tej maszynie, to 2 płytki ściegowe. Standardowa, którą wszyscy mamy w swoich maszynach, oraz stopka do ściegu prostego! Fantastyczna rzecz! Płytka ta posiada 3 osobne dziurki, dopasowane do ściegu centralnego oraz do max prawej i lewej strony. Do spółki ze stopką do ściegu prostego (poza zestawem) uratuje każdy projekt z jedwabiu, szyfonu, batystu czy innych delikatnych tkanin. Mniejsze otwory, którymi przechodzi nasza igła, gwarantują nam większe pole docisku stopki, a co za tym idzie – igła nie wpycha tkaniny do środka naszego bębenka. Proste? Genialne! Do tego oczywiście płytki mają wszystkie przydatne nam oznaczenia: odległości od igły czy kąta pod jakim szyjemy.


W zestawie z maszyną dostajecie aż 12 stopek, w tym, z górnym transportem, która uwierzcie mi-jest świetnym nabytkiem! Dzięki niej, obie warstwy tkanin przesuwają się równo względem siebie. O ile nie ma problemu, kiedy zszywacie ze sobą dwie bawełny – problem może powstać podczas łączenia bawełny z dzianiną, albo sławetnym minky;) Mój kolejny osobisty hit, to stopka do wszywania zamków. Nigdy nie lubiłam robić tego ręcznie, więc namiętnie doszywam guziki-gdzie się da!




Jak wspomniałam na początku – po euforii pierwszych dni miłości, nadszedł czas kilku cichych dni. Dlaczego? Bo kiedy przesiadłam się z Arki Radom na TXL607, różnica była tak ogromna, że długi czas nie mogłam wyjść z zachwytu. Przeskoczyłam kilka półek jakościowych.  Wyświechtane powiedzenie, że przesiadłam się z malucha do Mercedesa, jest jak najbardziej prawdziwe! Komfort pracy i jakość szycia – były nie do porównania! Kiedy jednak zamieniłam TXL607 na Skyline S5 zmiana nie była tak spektakularna jak oczekiwałam. Z fantastycznego mercedesa przesiadłam się do obłędnego Range Rovera. Przez chwilę zastanawiałam się czy zmiana była w ogóle konieczna? Jednak z kolejnymi powstającymi na tej maszynie ubraniami coraz mocniej doceniałam te subtelne różnice między nią, a jej poprzedniczką. Oświetlenie, obroty, stopki… Teraz już wiem, ze nie zamieniłabym jej na inny model… no może nie pogardziłabym jednak młodszą siostrą, która właśnie ukazała się w Stanach<3

A gdybyście chcieli dowiedzieć się o S5 czegoś więcej, zapraszam do przejrzenia świetnie rozpisanej i zobrazowanej instrukcji obsługi  i na stronę dystrybutora.

A za wszystkie zdjęcia kosmicznej maszyny w kosmicznej oprawie odpowiada: UrbaniZen

A.